Dla tenisisty, który ma dość przegrywania meczów własnym serwisem
Jak za cenę 1 puszki piłek zamienić serwis w broń, która demoluje return rywala
…oraz sprawić, żeby był mocny, kątowy i przede wszystkim regularny, bez dziesiątek godzin treningu i bez nowego sprzętu.
Wystarczy, że poznasz moją prostą metodę i zmienisz kolejność, w jakiej trenujesz serwis.
To nie jest kwestia formy
Twój serwis nie sypie się dlatego, że za mało trenujesz.
Gdyby chodziło o godziny, gracz, który trenuje trzy razy w tygodniu, nigdy nie przegrałby z kimś, kto gra tylko raz.
A przegrywa. Więc w czym rzecz?
Jeśli Twój serwis zawodzi Cię dokładnie wtedy, gdy najbardziej Ci na nim zależy i za darmo oddajesz punkty, które powinny być Twoje, to czytaj dalej.
Za chwilę pokażę Ci, dlaczego tak się dzieje i jak to w prosty sposób zmienić.
Prawdopodobnie próbowałeś już kilku rzeczy.
- Zostawałeś po treningu z koszem piłek i serwowałeś do pustego kortu, aż zaczynało boleć ramię.
- Oglądałeś każdy element serwisu w zwolnionym tempie i próbowałeś skopiować to, co widzisz.
- Poprosiłeś trenera, żeby zerknął na serwis. Poprawił Ci wyrzut i nawet przez dwadzieścia minut było lepiej, ale w sobotę wróciło to co było.
- Zmieniłeś naciąg. Próbowałeś uderzać mocniej. Ktoś powiedział Ci, żebyś się rozluźnił.
Każda z tych rzeczy z osobna ma sens i właśnie dlatego cała sytuacja jest tak myląca.
Dlatego możesz serwować latami i wciąż stać w tym samym miejscu.
Dla kogo to jest, a dla kogo nie
To jest dla Ciebie, jeśli:
- Chcesz, żeby Twój serwis w końcu był bronią, a nie najsłabszą częścią Twojej gry.
- Chcesz, żeby drugi serwis przestał być darmowym punktem, a zaczął być piłką, której rywal się boi.
- Chcesz przy break poincie serwować pewnie, zamiast asekurować i czekać na własny błąd.
- Chcesz przestać oddawać własnym serwisem mecze, które były do wygrania.
- Chcesz zbudować to wszystko, grając tyle, co teraz.
To nie jest dla Ciebie, jeśli:
- Trzymasz rakietę pierwszy raz.
- Szukasz jednego triku, który naprawi serwis bez wychodzenia na kort.
Tu trzeba wyjść i przećwiczyć kolejność, a jeśli i tak trenujesz, to nie dokładasz nic poza właściwym porządkiem.
Jak mógłby wyglądać Twój gem serwisowy
Wyobraź sobie, że wychodzisz na własny gem serwisowy i wiesz, że go wygrasz.
Nie masz nadziei, że wejdzie. Po prostu wiesz.
Pierwszy serwis leci tam, gdzie chcesz z taką prędkością, że return staje się dla rywala loterią.
A kiedy raz na jakiś czas nie wejdzie, to grasz drugim, którego rywal boi się tak samo jak pierwszego, bo to już nie jest piłka typu „oby weszło", tylko trudny kątowy serwis pełen rotacji.
Do tego właśnie dojdziesz.
Nie dlatego, że dam Ci motywację, tylko dlatego, że pokażę Ci dokładną kolejność, w jakiej masz budować serwis.
Na końcu każdego etapu przechodzisz test, który mówi, kiedy możesz iść dalej.
Utrwalasz każdy element, zanim dołożysz następny, więc masz pewność, że w trakcie nic Ci się nie posypie jak dołożysz następne.
Włożysz w to dwa, trzy treningi w tygodniu, czyli tyle, co teraz i poprawisz serwis na tyle, że sam będziesz w szoku, że tak potrafisz.
Pierwszą różnicę poczujesz już po kilku pierwszych treningach.
Serwis, który dziś oddaje Ci punkty, za kilka tygodni zacznie je wygrywać, a za kilka miesięcy będzie najmocniejszą częścią Twojej gry, a nie najsłabszą.
Czego to NIE wymaga
Zanim pomyślisz, że u Ciebie to nie zadziała, zobacz, czego ta metoda nie potrzebuje.
- Nie wymaga dokładania treningów. Grasz tyle, co teraz.
- Nie wymaga nowej rakiety ani droższego naciągu. Rakieta za 400 i za 1000 złotych zachowuje się tak samo, dopóki ruch jest nieprawidłowy.
- Nie wymaga talentu ani siły. Możesz być szczupły i serwować mocno, jeśli energia idzie w dobrej kolejności i nie blokujesz jej spięciami.
- Nie wymaga bycia młodym ani gibkim. Wymaga poprawnej sekwencji, nie dwudziestu lat gry.
- Nie wymaga trenera przy boku na każdym treningu. Wymaga wiedzy, w jakiej kolejności ćwiczyć.
Wymaga jednej rzeczy: żebyś budował serwis we właściwej kolejności.
Miałem serwis, który działał tylko wtedy, gdy nikt nie liczył punktów
Mam na imię Mateusz Glegoła i prowadzę Tenis 360.
Zacznę od tego, kim nie jestem. Nie jestem trenerem, nie mam licencji i nigdy nie grałem zawodowo.
Jestem amatorem, który gra w lidze. Wróciłem na kort dwa lata temu, a przez ostatni rok rozkładałem własny serwis na części, żeby zrozumieć, dlaczego sypie się dokładnie wtedy, gdy zaczynają się liczyć punkty.
Grałem od podstawówki, siedem lat, z trenerem. Potem sześć lat przerwy. Kiedy wróciłem, byłem przekonany, że technikę mam poukładaną i wystarczy się ograć.
Piszę do Ciebie jak gracz do gracza i zaczynam od tego, co poszło nie tak.
Najgorszy mecz zagrałem na turnieju.
Pierwszy serwis przestał wchodzić już w pierwszym gemie. Nie raz, nie dwa. Praktycznie ciągle…
Więc punkt po punkcie zaczynałem drugim lekkim, bez rotacji, na który rywal tylko czekał.
8 na 10 razy oddawałem inicjatywę, zanim wymiana w ogóle się zaczęła.
Nie dlatego, że nie umiałem serwować. Dzień wcześniej na treningu wszystko wchodziło.
Ale trening był jedynym miejscem, w którym mój serwis działał, bo był jedynym miejscem, gdzie nikt nie liczył punktów.
Serwis, który na rozgrzewce wyglądał dobrze, rozpadał się w momencie, w którym zaczynał się liczyć i nie miałem pojęcia, dlaczego.
Siedem lat treningu za mną, a mój gem serwisowy był miejscem, w którym oddawałem mecze.
Wracałem z takich turniejów wiedząc dokładnie, przy którym gemie wszystko mi się wysypało.
Dlaczego mój serwis nie stawał się lepszy, choć trenowałem więcej niż wszyscy
Zajęło mi za dużo czasu, żeby zobaczyć, co było nie tak, bo problem nie był tam, gdzie go szukałem.
Nie serwowałem za mało, serwowałem dłużej niż ktokolwiek, kogo znałem. Nie brakowało mi siły, a kiedy trafiałem czysto, piłka leciała mocno.
Problem był w tym, że próbowałem naprawiać serwis od tyłu…
Dokładałem moc, celowałem w rogi, poprawiałem pojedyncze rzeczy, które pokazywał mi trener, a pod spodem nie było fundamentu, na którym to wszystko mogłoby stanąć.
Mój ruch i wyrzut nie były powtarzalne, więc wszystko, co do nich dokładałem, nie miało racji bytu.
Na treningu, jeśli pierwsze serwisy nie wchodzą, nic się nie dzieje. Serwujesz dalej i po kilkunastu piłkach łapiesz rytm.
Na meczu masz krótką rozgrzewkę, kilka serwisów na stronę i koniec. Potem serwis przy 30:40 musi wejść za pierwszym razem, żeby drugi nie wciągnął Cię w defensywę.
Nie miałem serwisu, który był dobry od pierwszej piłki. Miałem serwis, który czasem udawało mi się zagrać i bardziej mnie zaskakiwał, niż mogłem na nim polegać.
Wróciłem z tego turnieju z myślą, której wcześniej nie miałem: że może po prostu nie nadaję się do turniejów.
Wtedy zdałem sobie sprawę z jednej rzeczy. Skoro rok serwowania po treningu nie ruszył mojego serwisu z miejsca, to kolejny rok tego samego też go nie ruszy.
Więc przestałem dokładać poprawki i zadałem sobie inne pytanie. Nie „jak serwować mocniej", tylko „co konkretnie muszę poprawić, żeby ten serwis przestał się sypać".
Zacząłem od zera. Wróciłem do dwóch rzeczy, na których serwis w ogóle stoi: wyrzutu i ruchu ręki.
Nagrywałem serwis z boku, oglądałem go klatka po klatce i sprawdzałem na korcie jak wygląda mój ruch, żeby zrozumieć co tak naprawdę robię źle.
I doszedłem do jednego wniosku, którego wcześniej nie widziałem. Nie ma sensu dokładać kolejnych rzeczy, dopóki te podstawowe nie są wyuczone tak, że wykonuję je bez myślenia.
Dopóki wyrzut i ruch ręki nie są nawykiem, wszystko, co do nich dołożę, rozsypie się przy pierwszej presji.
Ja przez cały rok robiłem odwrotnie. Chciałem od razu mocno, celnie i pewnie, wszystko naraz i przez to stałem w miejscu.
Kiedy odwróciłem kolejność i zacząłem od fundamentu, to serwis pierwszy raz zaczął się układać.
Pierwsza zmiana nie była spektakularna. Po prostu przestałem być zaskakiwany własnym serwisem.
Podchodziłem do linii i po raz pierwszy wiedziałem, co się zaraz stanie, a kiedy serwis nie wchodził, to dokładnie wiedziałem dlaczego.
Przy 30:40 pierwszy raz podszedłem do linii bez tego ścisku w brzuchu, że zaraz się zacznie sypać.
Największe kłamstwo o serwisie
Jeśli walczysz z serwisem, na pewno słyszałeś to zdanie już nieraz. Ja powtarzałem je sobie sam, serwując po treningu.
„Serwuj więcej, w końcu się ułoży."
To jest największe kłamstwo o serwisie i kosztowało mnie rok stania w miejscu.
Powtarzanie nie uczy. Powtarzanie utrwala.
Jeśli powtarzasz ruch z błędem w wyrzucie, to po tysiącu powtórzeniach będziesz miał ten sam błąd wbity głębiej i trudniejszy do usunięcia.
Ciało uczy się tego, co mu dajesz, a przez dwie godziny takiego treningu dajesz mu w kółko ten sam zły nawyk.
Dlatego gracz, który serwuje od pięciu lat, potrafi mieć gorszy serwis niż ktoś, kto gra od roku.
Godziny nie budują serwisu. Buduje go kolejność, w jakiej te godziny wykorzystujesz.
Metoda 3 Filarów Serwisu
Trzy etapy, przez które przechodzi każdy mocny, pewny i precyzyjny serwis
Cały serwis da się rozłożyć na trzy filary, które budujesz jeden po drugim.
Każdy serwis musi wyglądać tak samo, zanim w ogóle zdecydujesz, gdzie go zagrasz. Ten sam wyrzut, ta sama pozycja, ten sam punkt kontaktu. To fundament i dlatego jest pierwszy.
Dopiero kiedy ruch jest powtarzalny, dokładasz kierunek. Wtedy pierwszy i drugi serwis przestają być loterią, a stają się takimi, których rywal się boi.
Na samym końcu, na fundamencie, który już stoi, dokładasz więcej kilometrów na godzinę bez ryzyka dla barku, z luźnej i szybkiej sekwencji ruchu, a nie z samej siły.
Między filarami jest test, który ma konkretne kryterium, żeby przejść do następnego. Serwis ma wchodzić przewidywalnie, nawet gdy nie myślisz o kierunku ani o mocy, a kiedy nie wejdzie, masz wiedzieć dlaczego. Dopóki to nie działa, nie idziesz dalej.
Metoda nie jest skomplikowana. Jest po prostu odwrotna do tego, co robi większość graczy: zamiast wszystkiego naraz skupiasz się na jednej rzeczy i dokładasz kolejne tak, że każda następna ma na czym stanąć.
Nie wierzyłem w to, jak zmienił się mój serwis po dwóch treningach
Po dwóch treningach, dwa razy po dwie godziny, serwis był wyraźnie regularniejszy. Nie idealny, ale pierwszy raz od dawna przewidywalny.
Skuteczność mojego pierwszego serwisu, który wcześniej prawie nie wchodził, wzrosła do około 60%.
Kiedy dołożyłem moc jako ostatni element, serwis zaczął demolować rywali i leciał w okolicach 160–180 km/h, a return przestał być formalnością i stał się loterią.
Ale najbardziej zmienił się drugi serwis. Przestał być piłką, którą oddawałem za darmo, i stał się serwisem, po którym to ja byłem w ataku.
Nic z tego nie było przypadkiem. Wiedziałem, dlaczego działa, bo za każdym razem dokładałem tylko jedną rzecz na fundamencie, który już stał.
Tego się nie spodziewałem
Czytasz to pewnie dla jednej rzeczy…
Żeby serwis przestał Cię zawodzić, ale zmieni się jeszcze kilka innych kwestii, których nie planujesz.
- Przestaniesz zgadywać, co jest nie tak. Dziś masz w głowie pięć możliwych przyczyn i żadnej pewnej. Zaczniesz z łatwością rozpoznawać błędy po locie piłki i poprawisz je sam, jeszcze w trakcie meczu.
- Przestanie boleć Cię bark. Ból bierze się stąd, że ramię za mocno się spina przy uderzeniu albo nadrabia to, czego nie robią nogi i tułów.
- Wejdziesz na mecz z serwisem gotowym od pierwszego gema. Kilka minut rozgrzewki nastawionej na sam serwis sprawia, że nie oddajesz swoich dwóch gemów na starcie.
Żadnej z tych rzeczy nie planowałem. Przyszły same i właśnie dlatego nie zostawiłem tego dla siebie.
Spisałem całą kolejność, zamiast trzymać ją dla siebie
Zebrałem to wszystko w jednym miejscu.
Cały rok prób i błędów, każdą ślepą uliczkę i każdą rzecz, która w końcu zadziałała. Ułożone po kolei, tak jak sam chciałbym je dostać na samym początku.
Bo najgorsze nie było to, że nie umiałem serwować. Najgorsze było to, że traciłem mecze, których nie musiałem tracić, a odpowiedź była w zasięgu ręki, tylko nikt nie podał mi jej w całości.
Cena prób i błędów
Policzyłem kiedyś, ile kosztowało mnie dojście do tego samemu i szczerze… to wolałbym nie wiedzieć.
Ale najbardziej nie bolały pieniądze, tylko czas. Trenowałem rok bez skutecznego planu i przez to serwis stał w miejscu.
Gdybyś chciał dojść do tej kolejności z trenerem, potrzebowałbyś kilku godzin poświęconych wyłącznie serwisowi u kogoś, kto myśli sekwencją. To kilkaset złotych i założenie, że w ogóle na takiego trafisz.
Albo możesz dostać całą tę kolejność już ułożoną, spisaną krok po kroku i zacząć od razu.
Zobacz, co dokładnie zmienisz w swoim serwisie
To tylko część tego, czego dowiesz się w środku, filar po filarze:
- Jeden element serwisu, który dzieje się na ułamek sekundy przed wszystkim innym i po cichu przesądza o całym ruchu (a większość graczy latami poprawia wszystko oprócz niego).
- Dziesięciosekundowy test dłoni, który pokaże Ci, czy w ogóle trzymasz rakietę tak, żeby serwis mógł mieć rotację i moc.
- Dlaczego Twój pierwszy serwis ląduje w siatce i dlaczego prawie nigdy nie z tego powodu, który podejrzewasz.
- Jak w minutę rozpoznać, którym z trzech typów gracza serwisowego jesteś i od czego masz zacząć.
- Cztery liczby, które zapisujesz po meczu i które w trzy spotkania powiedzą Ci o Twoim serwisie więcej niż cały sezon treningów.
- Rutyna przed serwisem, dzięki której przy 40:0 i przy break poincie serwujesz dokładnie tak samo, a rywal traci sygnał, po którym poznawał, że jesteś spięty.
- Co dokładnie zdradzasz przeciwnikowi na sekundę przed wyrzutem i kosztuje cię punkty. (większość graczy nie ma pojęcia, że to robi).
- Co zrobić w kilka sekund po podwójnym błędzie, żeby nie oddać całego gema. Prosty reset, który przerywa nerwówkę.
- Sposób oddychania, który zmniejsza napięcie przed najważniejszym serwisem meczu, użyjesz go wszędzie, gdzie ręce zaczynają drżeć.
- Dlaczego drugi serwis rozdaje punkty za darmo i jak zamienić go w taki, którego rywal się boi. To on kosztuje Cię najwięcej gemów.
- Ćwiczenie z partnerem, które w kilka minut obnaża całą prawdę o Twoim drugim serwisie i pokazuje, co najpierw poprawić.
- 3 miejsca, w których Twoje ciało gubi moc serwisu (a rozwiązaniem nie jest siłownia).
- Gotowy plan na 30 dni i checklista na kort, żeby w momencie, gdy serwis się sypie, w dziesięć sekund wiedzieć, co poprawić.
A to jeszcze nie wszystko…
Trzy bonusy, których nie sprzedaję osobno
Serwisem wygrywasz otwarcie punktu. Te trzy rzeczy pilnują, żebyś nie oddał tej przewagi w tym, co dzieje się później, bo właśnie tam większość amatorów przegrywa mecze.
Większość amatorów wychodzi na mecz bez planu i dopiero w trakcie orientuje się, że rywal ich rozgrywa.
Tu dostajesz gotową kontrę na każdy typ przeciwnika: tego, co naciska z głębi kortu, tego, co tylko odbija i czeka, oraz tego, co przy każdej okazji leci do siatki. Do każdej kontry jest ćwiczenie, żeby weszła w nawyk, a nie została teorią.Efekt: wchodzisz w mecz wiedząc, co grać, jeszcze zanim padnie pierwsza piłka. Zaczynasz ogrywać ludzi, którzy do tej pory wygrywali z Tobą samym odbijaniem.
Wartość: 97 złMożesz trenować cały sezon i stać w miejscu, bo poprawiasz nie ten problem, co trzeba.
Te dwanaście diagnoz pokazuje Ci dokładnie ten jeden nawyk albo błąd, który po cichu ciągnie Twoją grę w dół, a którego sam nie widzisz.Efekt: przestajesz zgadywać i marnować treningi na urojony problem, kończysz sezony stania w miejscu i wreszcie pracujesz nad tym, co naprawdę ruszy Cię do przodu.
Wartość: 47 złMeczów nie przegrywasz równomiernie. Oddajesz je w kilku powtarzalnych chwilach, w których raz po raz podejmujesz tę samą złą decyzję: po błędzie, przy prowadzeniu, w długiej wymianie.
Ta mapa nazywa te pięć momentów i daje gotową reakcję na każdy z nich, zanim zobaczysz szkody w wyniku.Efekt: rozpoznajesz pułapkę w chwili, gdy się pojawia. Przestajesz oddawać gemy, które sam sobie odbierałeś.
Wartość: 47 złCo dokładnie dostajesz
Metoda 3 Filarów Serwisu to interaktywny przewodnik, 139 stron, z klikalnym spisem treści. Klikasz w to, nad czym akurat pracujesz, i wchodzisz prosto tam.
- Diagnoza, która w kilka minut pokazuje, od którego filaru masz zacząć.
- Trzy filary, każdy z testem na wyjściu.
- Rozdział o głowie i presji, postawiony na początku.
- Serwis jako broń: czytanie returnującego, taktyka zależna od wyniku, drugi serwis w kluczowych momentach i wiele więcej.
- Dobór sprzętu w zakresie, który naprawdę wpływa na serwis.
- Rozgrzewka serwisowa, prewencja barku i regeneracja.
- Plan 30 dni krok po kroku i checklista na kort.
- Odnośniki do filmów przy tym, co trzeba zobaczyć, a nie przeczytać.
Dostęp na zawsze, razem z każdą aktualizacją. Bez kuriera i bez czekania, płacisz raz, dostajesz link na maila i w pięć minut otwierasz pierwszy rozdział.
Ile jest warte, a ile płacisz
Samą Metodę 3 Filarów Serwisu wyceniam na 197 zł. Do tego trzy bonusy o wartości 191 zł.
Dlaczego tak tanio?
Bo wolę, żeby kupiło go kilkuset graczy niż kilkudziesięciu. Mam w tym własny interes i nie ma sensu udawać, że jest inaczej: część osób kupi kiedyś coś jeszcze, a część opowie o tym komuś w klubie.
Za 47 zł, czyli za cenę 1 puszki piłek, dostajesz kolejność, do której sam dochodziłem rok.
Ale cena to nie jest powód, dla którego to kupisz. Powód zobaczysz w najbliższą sobotę.
Powód, dla którego to kupisz
W najbliższą sobotę wyjdziesz na kort. W którymś momencie zrobi się 30:40, przyjdzie break point i podejdziesz do linii z piłką w dłoni.
Znasz to, co dzieje się wtedy w środku. Żołądek zaczyna się zaciskać, ręka robi się ciężka, a w głowie już widzisz, jak skracasz zamach i oddajesz kolejny gem.
Ale wyobraź sobie, że tym razem jest inaczej.
Oddychasz spokojnie. Nie skracasz zamachu. Wiesz, gdzie zagrasz, jeszcze zanim podrzucisz piłkę.
Wyrzucasz ją dokładnie tam, gdzie zawsze i robisz ten sam ruch co przy 40:0. Uderzasz pewnie i słyszysz huk, piłka leci w narożnik, a rywal ledwo jej dotyka.
Gem dla Ciebie.
Idziesz do ławki i pierwszy raz od dawna nie masz w głowie ani jednego oddanego gema. Schodzisz z kortu wiedząc, że ten mecz był Twój, bo nie oddałeś go własnej głowie.
Poczułeś to?
Bo to nie jest fantazja. To serwis zbudowany we właściwej kolejności, w treningu, w którym zamiast klepać serwis bez ładu, przeszedłeś przez pierwszy filar.
Ta sobota przyjdzie tak czy inaczej. Pytanie tylko, czy wyjdziesz na nią z serwisem, na którym możesz polegać.
Sprawdź to bez ryzyka
W tym miejscu większość ofert pokazuje ścianę opinii. Nie będę udawał, że ją mam. Ta metoda nie była do tej pory sprzedawana jako osobna oferta.
Mógłbym wkleić tu przypadkowe cytaty, ale wtedy nie różniłbym się od wszystkich tych, których na tej stronie skrytykowałem.
Więc zamiast prosić Cię, żebyś zaufał obcym ludziom, proponuję coś innego. Sprawdź to na własnej grze przez 90 dni.
Jeśli po tym czasie uznasz, że Twój serwis nie ruszył z miejsca, piszesz do mnie na kontakt@tenis360.pl i oddaję Ci wszystko, co do złotówki. Bez pytań, a dodatkowo wszystkie materiały zostają u Ciebie.
Dlaczego aż 90 dni, a nie standardowe 14?
Bo w środku, na dziewiątej stronie, jest napisane wprost, że przez pierwsze dwa tygodnie serwis może wydawać się gorszy, bo przestawiasz ruch utrwalany latami.
Dwutygodniowa gwarancja dałaby Ci tyle czasu, żeby zdążyć się zniechęcić i nie zdążyć zobaczyć efektu, a to byłoby nieuczciwe.
Mogę sobie na to pozwolić, bo wiem, co ta kolejność zrobiła z moim serwisem i wiem, że nikt nie odsyła rzeczy, która w końcu zadziałała.
Zanim powiesz „ale…"
Czy to jest na mój poziom?
Ile czasu muszę na to poświęcić?
Czym to się różni od darmowych filmów na YouTube?
Co jeśli nie mam z kim regularnie grać?
Gram od lat i mam utrwalone nawyki. Da się to jeszcze zmienić?
47 zł to cena testowa.
Wypuszczam tę metodę jako osobną ofertę pierwszy raz i sprawdzam, przy jakiej cenie trafia do właściwych graczy. Jeśli zadziała, to zostanie. Jeśli nie, cena wzrośnie.
Nie mówię Ci tego, żeby Cię popędzać. Mówię to, bo tak jest: jeśli wrócisz na stronę jutro, cena może być inna.
Możesz też nic nie robić
Możesz zamknąć tę stronę i nic się nie stanie. W sobotę i tak wyjdziesz na kort i zagrasz podobnie jak w zeszłym tygodniu.
Przy 30:40 skrócisz zamach i poślesz drugi serwis na środek, a rywal wejdzie w niego jak w masło i Cię skończy, a Ty znowu wrócisz do domu wiedząc dokładnie, przy którym gemie oddałeś mecz.
Za miesiąc Twój serwis będzie tam, gdzie dziś. Za rok też, bo kolejny rok tego samego ruchu daje ten sam ruch, tylko głębiej wbity.
I to właśnie jest najgorsze. Nie to, że przegrywasz. To, że przegrywasz mecze do wygrania i wiesz o tym.
Druga droga kosztuje 47 zł i trzy tygodnie cierpliwości.
Zaczynasz dzisiaj
Chcę Metodę 3 Filarów Serwisu za 47 zł
388 zł wartości · 3 bonusy · 90 dni gwarancji
Klikasz, płacisz i w pięć minut masz link na mailu.
Twój następny trening serwisu może być pierwszym, który budujesz we właściwej kolejności.
PS. Pomyśl o ostatnim meczu, który przegrałeś z kimś, kogo powinieneś był ograć. Wróć pamięcią do gema, w którym to się posypało. Duża szansa, że stałeś wtedy na linii serwisowej, ręka Ci drżała, a ciało samo z siebie skróciło ruch i tylko przepchnąłeś piłkę, zamiast przyspieszyć i zdobyć punkt.
Ten sam moment przyjdzie w najbliższą sobotę. Możesz wejść w niego z planem albo znowu go wymyślać.
Wszystkie informacje w tej ofercie są prywatną opinią autora. Postępy zależą od wielu czynników: Twojego poziomu, częstotliwości gry, zaangażowania i systematyczności. Efekty opisane w ofercie, w tym moje własne wyniki, są indywidualne i nie są gwarancją, że osiągniesz takie same. Możesz osiągnąć lepsze, gorsze albo żadne.